
Katarzyna Czerwińska zaprezentowała swoje prace na wystawie w łódzkiej Galerii Alternatywnej (fot. Jacek Kowalczyk).
Koluszki niemal od zawsze były kojarzone z koleją, jednak nie ma co się oszukiwać, okres świetności PKP dawno minął. Wydawałoby się zatem, że nasze miasto wraz z upadkiem przemysłu kolejowego powinno przeżywać "promocyjny" kryzys. Nic bardziej mylnego, koluszkowianie skutecznie nie dają się odstawić do lamusa.
Okazuje się bowiem, że naszym nowym towarem eksportowym stali się wszelkiego rodzaju artyści. Nie ma miesiąca by na łamach naszego portalu nie pojawiały się wzmianki o coraz to nowych dokonaniach naszych śpiewaków, filmowców, a teraz także plastyków!
Niecałe 2 miesiące temu, koluszkowianka Katarzyna Czerwińska dzięki wygranej w konkursie Stowarzyszenia Ad Rem ufundowanej w XXIX edycji konkursu im. Wł.Strzemińskiego "Sztuki Piękne" miała szansę zaprezentować swoje prace na wystawie w łódzkiej Galerii Alternatywnej "Obudź jutro". Musimy przyznać, że byliśmy zdumieni ile osób przybyło na wernisaż tak młodej i początkującej artystki. Mieć nieco ponad 20 lat i zmuszać ludzi do choćby chwilowego przystanięcia nad sztuką trzeba potrafić. W przemowie gwiazdy wieczoru dało się wychwycić wielką skromność i pasję jaką skrywa w sobie ta z pozoru drobna dziewczyna. Bez wątpienia, nie do pojęcia jest, że większość z nas nie wie jaki skarb skrywał się przez tyle lat na naszej "kolejowej" ziemi.
Rozmawia Cynthia Schmidt.
Jak zaczęła się twoja przygoda ze sztuką?
Pamiętam, kiedy mama zaprowadziła mnie jako czterolatkę na swoje zajęcia plastyczne w zerówce. Zadanie polegało na narysowaniu swojego wymarzonego zawodu. Na odwrocie należało uzupełnić zdanie: "Jak dorosnę zostanę..." I, o ile dobrze ja pamiętam, narysowałam siebie stojącą przed trzynożną sztalugą, obowiązkowo z kapeluszem z piórkiem i wiaderkami z farbami. Poprosiłam mamę, żeby podpisała obrazek: "Jak dorosnę zostanę malarką". Pierwsze poważniejsze kroki i decyzje ku temu, by obrać kierunek artystyczny poczyniłam w gimnazjum. Chodziłam do Gimnazjum nr 1 w Koluszkach. Bardzo miło wspominam zajęcia z plastyki z panem Łyszkowiczem. To właśnie tam zapadła decyzja, że chcę iść do liceum plastycznego. To postanowienie wiązało się z tym, że musiałam zacząć brać lekcje rysunku, malarstwa przygotowujące na egzaminy wstępne. Dostałam się do liceum i z wielką sympatią wspominam czas mojej nauki, pierwszego zachwytu nad szkołą. Dla mnie to był zupełnie nowy świat. Naturalnym kolejnym krokiem po liceum była Akademia Sztuk Pięknych i już na tym etapie pracowało się pod kątem egzaminów na uczelnię wyższą. Tak się potoczyły losy, że na ASP dostałam się za drugim razem. Pierwszy rok po ukończeniu liceum spędziłam studiując w AJD w Częstochowie, na malarstwie. To był dobry czas, czas refleksji i intensywnej pracy. Po tym roku jeszcze raz startowałam na ASP w Łodzi i tym razem się dostałam. A studia... właśnie je skończyłam, więc jestem świeżo upieczonym magistrem sztuki (śmiech). Właśnie się zastanawiam kiedy ten czas minął... dość szybko.
A nie bałaś się, że studia zabiją w tobie artystę?
Myślę, że rzeczywiście jest w życiu artysty taki etap, kiedy czuje się ograniczany i "okrajany" z wolności artystycznej podczas szkoły. Pamiętam, że na trzecim roku miałam rzeczywiście mały kryzys. Doszło do przewartościowania rzeczy, które się robiło. Zaczęło się myślenie, co robić po studiach, bo jest to dość specyficzny kierunek i zawód. Studia to czas, kiedy przyswaja się wiedzę, a opanowanie warsztatu jest konieczne. Dla malarza to podstawowe zadanie znać się na kolorach, anatomii, proporcjach... Był to czas zadaniowości i obowiązku "robienia" pod wymagane kryteria, ale potem przyszedł czas, może nie buntu, ale pytań: co dalej, gdzie ja jestem i co ja chcę robić? Podczas studiów jest chyba naturalne, że rozpoczyna się kolejny etap, w którym człowiek wyrywa się ze schematu i zaczyna szukać swoich inspiracji. A studia są właściwym okresem na eksperymenty. Są po to, żeby robić dużo, być odważnym i ryzykować. Na 4 roku wyjechałam na wymianę zagraniczną - Erasmus studiować na akademii francuskiej. Wybór padł na Lyon. Wyjazd był konsekwencją chęci poszukiwania czegoś nowego, zmiany środowiska, poznania nowych artystów... Inna szkoła, inny system kształcenia. To była dla mnie duża nauka wolności.
Francja wydaje się być idealnym miejscem dla artysty, swego rodzaju mekką. Artyści też są tam chyba inaczej traktowani niż w Polsce, z większym poszanowaniem i swobodą. Czy czułaś, że jako artystce jest ci lepiej we Francji niż w Polsce? Czy jest to porównywalne
Myślę, że jest jakiś wspólny mianownik. Mimo różnej kultury, środowiska, warunków społecznych, otoczenia, wyczuwa się jakąś wspólnotę. Być może wynika ona z podobnych dążeń, pragnień. Wybrałam lyońską szkołę, bo wydała mi się zupełnie inna, niż moja.
Skończyłaś studia. Co teraz?
Dobre pytanie. Staram się odbyć staż u mnie w Akademii, w pracowni malarstwa. To jest najbliższy plan. Zajmuję się też przygotowywaniem pracowni, kolejnych obrazów na wystawy. Bieżące plany są realizowane, więc nie mogę powiedzieć, że się nudzę. Moje życie w tym momencie się stabilizuje, wiec myślę, że przyszłość sama zweryfikuje, co będę robić. Reasumując: praca, praca, praca.

Katarzyna Czerwińska zwyciężyła w konkursie Stowarzyszenia Ad Rem (fot. Jacek Kowalczyk).
No właśnie przejdźmy do pracy. Jak wygląda proces powstawania twojego dzieła?
Generalnie pracuję cyklami. Szykuję mniej więcej trzy obrazy jednocześnie i razem są we wstępnej obróbce. Najpierw mam koncept na cykl tych obrazów. Potem zajmuję się przyszykowaniem podobrazia (podłoża malarskiego). Proces mogę porównać z ikoną pod względem technologicznym. Bo właśnie inspiruję się ikoną, jej zewnętrznym, jak i wewnętrznym aspektem. Podobrazia powstają etapami. Najpierw obróbka, czyli stolarnia, narzędzia, szlifierka...
Sama to wszystko robisz?
Tak. W szkole miałam ułatwione zadanie, kiedy stolarnia była pod ręką. A teraz po prostu kupuję dużą płytę pociętą na kawałki i potem już z tych kawałków powstają obrazy. To jest najtrudniejsza część, jednak trzeba trochę wysiłku fizycznego, ale od momentu kiedy już kształt mam zaplanowany i już dochodzi do szlifowania forma już się robi lżejsza i jest łatwiej ją dalej obrabiać. Później jest coraz przyjemniej: przyklejanie płótna, zaprawa klejowo-kredowa. Potem przechodzę do malowania. Co mogę powiedzieć odnośnie samego procesu powstawania? Może cofnę się do szkiców, bo są one dla mnie bardzo ważne, z nich wyłaniają się kształty, które są zmaterializowane i można zobaczyć je na wystawie. Najpierw jest dużo spontaniczności w rysunku, w otwartej formie. Nie zamykam się do szukania jednego zamkniętego kształtu. Zależy mi, żeby wyjść z kolorem w przestrzeń, szukam innych form niż kwadrat, bardziej obłych, plastycznych. Z tego szkicownika wybieram konkretne rysunki. W kolejnym etapie potrzebne jest więcej intelektu niż intuicji. Ważne jest dla mnie, żeby kolor miał relację z formą i przestrzenią, w której ów kolor się znajduje. Chcę znaleźć obszar dla koloru,dać mu miejsce na wybuch czy jednostajne ujście w jakimś kierunku. W cyklu "Pisane kolorem" było dużo otwartości na "wylanie się koloru". Powracając do gotowego podobrazia... To jest czas na malarstwo, najprzyjemniejsze dla mnie, rozstrzyganie różnych dylematów plastycznych, zamierzeń, co chce uzyskać... Tak powstaje praca do momentu, kiedy coraz bardziej zgadza się z moim wewnętrznym obrazem, tego, co bym chciała uzyskać. A wiadomo, że to jest proces - obraz powinien ewoluować.
A ile trwa mniej więcej przygotowanie tego jednego obrazu. Bo szczerze mówiąc jak tak opowiadasz to wydaje się to być dosyć długie.
Przygotowanie obrazu zajmuje około 2-3 tygodni. W zależności od ilości prac w cyklu, formy, skomplikowania kształtów. Zależy też od tego, czy jest to dyptyk czy tryptyk. Wiadomo, że na nie potrzeba więcej czasu. Plus poświecenie czasu na "tuningowanie"...
Jak masz już całą kolekcje to czas na wernisaż. Jak ci się udało zorganizować taką wystawę, bo chyba nie jest to łatwe?
Wernisaż był nagrodą w XXIX Konkursie im. Władysława Strzemińskiego "Sztuki Piękne" dla studentów Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Stowarzyszenie Ad Rem, które organizowało wernisaż było sponsorem w konkursie. Wyłoniono trzech zwycięzców, między którymi byłam także ja. Wygraną był wernisaż i katalog. Jeśli chodzi o wystawę, to prezentuję tu prace z cyklu dyplomowego "Pisane kolorem" oraz ostatnie dwie prace spoza dyplomu, ale są one włączone do tego cyklu. Zamknął się on w 14 obrazach. Tematem mojego dyplomu był "Kolor a duchowość. Zestaw obiektów malarskich". Są to prace nawiązujące do duchowości, rozważań na temat przestrzeni fizycznej i metafizycznej
Twoje prace zostały oficjalne przedstawione można je gdzieś kupić?
Prace dyplomowe na razie są prawnie w posiadaniu uczelni na okres dwóch lat, szkoła może je wysyłać na różne wystawy. Po dyplomie Akademia wybrała m.in. mój dyplom na wystawę Najlepszych Dyplomów Akademii Sztuk Pięknych 2012 organizowaną przez gdańską ASP. Z tego co wiem, prace również będą na wystawie wyróżnionych dyplomów w Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Aczkolwiek ze sprzedażą jest różnie. Dopiero zaczynam. Dwa dni przed wernisażem w Łodzi miałam wystawę we Wrocławiu, gdzie miał miejsce Przegląd Młodej Sztuki "Świeża krew" w Galerii Socato. Galeria poluje na młodych dyplomantów i absolwentów uczelni artystycznych. Organizuje wystawę z możliwością sprzedaży prac i w ten sposób promuje młodych twórców. Zawód jest elastyczny, są zamówienia indywidualne, aukcje... Także perspektywa jest dość różnorodna.
Skąd pomysł na abstrakcje. Polacy są w przeważającej większości wielbicielami klasycznego pojęcia sztuki.
Cenię warsztat - malarstwo warsztatowe. Dlatego wybrałam język abstrakcji , bo chcę mówić o rzeczach, które niekoniecznie są materialne. Interesuje się duchowością, wiec myślę, że to jest najlepszy język plastyczny, aby o tym opowiadać. Abstrakcja daje dużo możliwości, jest to również język obrazowania emocji ,wrażeń... Kolor wpływa na zmysły, a ludzie są raczej wzrokowcami. Podobno kolor może dotknąć duszy i na tym mi zależy.
Czy koluszkowianie, którzy nie przybyli na wernisaż mają szanse zobaczyć gdzieś twoje prace? Bo w Internecie szczerze mówiąc dość intensywnie szukałam i nie mogłam ich nigdzie znaleźć.
Jestem dopiero w trakcie opracowywania strony internetowej, więc na razie można zobaczyć moje prace w katalogu Najlepszych Dyplomów 2012, na stronie galerii Socato lub uczelnianej.
A czy w przyszłości planujesz jakaś małą wystawę w Koluszkach?
Często bywa tak, że absolwent, który kończy Akademię, kolejną wystawę ma w swoim rodzinnym mieście. Spotkałam się ostatnio właśnie z takimi działaniami wśród moich znajomych. Nie ukrywam, że w przyszłości chciałabym zrobić wystawę w Koluszkach.
Dziękuję za wywiad
Ja również.

Wyślij SMS pod nr 7055 o treści DOROKU.398
Każda osoba może oddać dowolną liczbę głosów.
Koszt jednego SMS: 0,62 PLN z VAT
|