
(Jakub Bartkowski w Widzewie (fot. Michał Kaźmierczak / RTS Widzew Łódź S.A. - widzew.pl)
Wielu jest w koluszkowskim regionie młodych chłopców, którzy godzinami kopią futbolówkę, z nadziejami, że kiedyś uda im się zagrać w ekstraklasowym Widzewie Łódź. Takie marzenie spełniło się Jakubowi Bartkowskiemu, który zaczynał grać w piłkę nożną w klubie LKS Różyca, a dzisiaj jest podstawowym zawodnikiem czterokrotnego mistrza Polski.
Przeczytaj historię Jakuba Bartkowskiego
Rozmawia Daniel Wolski.
Często odwiedzasz rodzinne strony?
Przynajmniej raz w tygodniu odwiedzam rodzinę. Staram się częściej, jednak nie zawsze czas na to pozwala. Przyznam szczerze, że na meczu Różycy dawno nie byłem, ale wiem jak radzą sobie w tym sezonie.
Kiedy zaczynałeś grać w piłkę nożną, marzyłeś o tym, aby grać w Widzewie?
Wydaje mi się, że każdy młody zawodnik marzy o tym, żeby grać w dobrym klubie. U mnie było tak samo. Zawsze, kiedy ktoś pytał mnie, kim chcę być w przyszłości, to odpowiadałem, że piłkarzem. Dlaczego akurat Widzew? Jak wiesz, w Żakowicach i Koluszkach wszyscy są kibicami, fanatykami Widzewa i ja również - od kiedy tylko pamiętam - kibicuję łódzkiej drużynie. Poza tym, to przecież najbardziej profesjonalny klub w naszym regionie.
W Widzewie jesteś już od blisko dziewięciu lat. Czujesz jakieś przywiązanie do tego klubu?
Oczywiście. Od zawsze czuję przywiązanie do Widzewa, bo wychowałem się w miejscu, gdzie jest 100 proc. kibiców Widzewa. Po tylu latach gry w tym klubie, nie sposób nie czuć przywiązania.
Czujesz się zatem bardziej wychowankiem LKS Różyca, czy Widzewa Łódź?
Czuję się wychowankiem tego i tego klubu. Swoją przygodę z piłką zaczynałem w Różycy, a od Gimnazjum gram w Widzewie. Tutaj się wykształtowałem, a tam stawiałem swoje pierwsze piłkarskie kroki.
Bogusław Kukuć przyznał kiedyś, że w defensywie spisujesz się lepiej od Brazylijczyka Dudu, który jeszcze kilka lat temu był wiodącą postacią w szeregach Widzewa.
Na pewno miło jest słyszeć pozytywne opinie o sobie, ale nie ma sensu ich zbytnio brać do siebie. Niemniej jednak, gdyby napisał, że jestem znacznie lepszy w ofensywie, to byłby to większy komplement (uśmiech). Ten zawodnik imponował przecież ofensywną grą, a w defensywie nie spisywał się już tak dobrze.
Twój zespół ma już za sobą przygotowania do rundy rewanżowej. Trzeba przyznać, że Widzew dawno nie przyniósł kibicom tylu emocji w okresie przygotowawczym.
Do rundy rewanżowej przygotowywaliśmy się w bardzo dobrych warunkach. Przede wszystkim mieliśmy możliwość gry z zespołami klasy europejskiej. To na pewno jest fajna sprawa. Graliśmy przecież z tymi samymi zawodnikami Szachtara Donieck, którzy później zmierzyli się Borussią Dortmund. Myślę, że teraz kibice na pewno liczą, że ta postawa przeniesie się również na mecze ligowe.
Na co zatem stać Widzew podczas wiosennych zmagań?
Nie ma co mówić o konkretnej pozycji, ale według mnie stać nas na pewno na wygranie z każdym rywalem – czy u siebie, czy na wyjeździe. Z takim podejściem będziemy podchodzić do każdego ze spotkań.
Wiosną będziecie mogli liczyć na wsparcie kibiców, którzy zakończyli już protest i tym samym zapowiedzieli, że będą prowadzić regularny doping.
Fajnie, że ta sytuacja powoli się normuje, bo doping kibiców bardzo nam pomaga. W poprzedniej rundzie, frekwencja nie była na wysokim poziomie i miejmy nadzieje, że wiosną to się poprawi. Cieszymy się zatem, że kibice zapowiadają swoją obecność na stadionie. Z tego co czytałem, do Wrocławia ma przyjechać duża grupa kibiców i jak najbardziej to doceniamy, gdyż doping podczas meczów wyjazdowych również jest dla nas bardzo ważny. Sam bardzo często zapraszam rodzinę na nasze spotkania. Na widzewskim stadionie dawno nie było przecież żadnych aktów agresji i tym samym - według mnie – na mecze mogą przychodzić całe rodziny.
Czego mogę Tobie życzyć przed rundą rewanżową?
Na pewno zdrowia, reszta jest w moich rękach.
Zobacz specjalną galerię zdjęć: Jakub Bartkowski w Widzewie

|